Nigdy nie jest za późno na zmianę, sukces ani nową pasję. Niektórzy po sześćdziesiątce przechodzą na emeryturę, inni zaczynają nowy rozdział. Picasso, Matisse, Hockney i Rousseau nie przejmowali się metryką wieku. Ich historie pokazują, że nowa ścieżka potrafi pojawić się dokładnie wtedy, kiedy najmniej jej oczekujemy.
Pablo Picasso przy kole garncarskim
Ma sześćdziesiąt pięć lat i na brak zainteresowania swoją twórczością nie narzeka. Jest jednym z najbardziej znanych i wpływowych artystów swojej epoki. Jego dzieła „Panny z Awinionu” i „Guernica” odbiły się szerokim echem, a jednak czuje, że jest już trochę zmęczony malarstwem. Ostatnio chyba za dużo pracował. Czas na wakacje.
Vallauris to nie zwykłe nadmorskie miasteczko, a wioska garncarzy na Lazurowym Wybrzeżu. Kiedy po raz pierwszy Picasso odwiedza je w towarzystwie Françoise Gilot, od razu zakochuje się w ceramice produkowanej przez warsztat Madoura. Czuje, że odkrył nową dziedzinę, która pomoże mu odświeżyć wyobraźnię.
Państwo Ramié, właściciele warsztatu, przydzielają Picassowi rzemieślnika. Pod czujnym okiem uczy się techniki, której zupełnie nie zna. Codziennie po południu Picasso zjawia się w krótkich spodenkach, skórzanych sandałach, koszulce w paski i zabiera się za pracę z gliną.
Początkowo błądzi, słyszy, że tak się tego nie robi, ale chce spróbować po swojemu. Żadne nawyki go nie ograniczają i z zadziwiającą szybkością nabiera wprawy. Okazuje się, że potrafi ulepić niesamowicie cienkie elementy z gliny — takie, które innym rzemieślnikom rozpadają się w rękach. Picasso jest tak zafascynowany ceramiką, że w ciągu osiemnastu miesięcy wykonuje ponad dwa tysiące prac. Jedne mają kształt kobiecego ciała, inne sowy, ryby albo jego ulubionej gołębicy.
Henri Matisse — drugie życie z nożyczkami
Ma ponad siedemdziesiąt lat i status, którego nikt mu już nie odbierze. Matisse jest jednym z najbardziej uznanych francuskich artystów, ikoną sztuki modernistycznej, a jednak życie pisze mu scenariusz, którego nie przewidział. Choroba odbiera mu siły.
Po operacji w 1941 roku i miesiącach rekonwalescencji wraca osłabiony do swojego studia w Nicei. Malowanie pędzlem i rzeźbienie okazuje się wyzwaniem. Choroba przykuwa go do łóżka, a codzienność zaczyna zależeć od wózka inwalidzkiego. Jednak to właśnie wtedy zaczyna się jego nowa droga.
Matisse bierze nożyczki. Najpierw z konieczności, bo fizycznie nie jest już w stanie stać przy sztaludze. Asystenci malują arkusze papieru gwaszem w najróżniejsze kolory, a on, siedząc lub leżąc, wycina z nich kształty. Czasem przypominają rośliny, innym razem abstrakcyjne formy. Zdumiewające, jak szybko ta metoda staje się jego nowym językiem sztuki.
Początkowo tworzy małe kompozycje, później coraz większe, aż w końcu sięga po formaty wielkości ściany czy całego pokoju. Krytycy kręcą nosem, ale Matisse nie zwraca na to uwagi. Czuje, że otrzymał drugie życie. Bo chociaż ciało jest ograniczone, dzięki wycinankom może nadal tworzyć.
W wieku, w którym większość artystów zwalnia, Matisse zaczyna coś zupełnie nowego. Paradoksalnie to choroba — najtrudniejszy moment w jego biografii — otwiera mu drzwi do jednej z najbardziej rozpoznawalnych części jego twórczości.
David Hockney — od pędzla do iPada
Za wszystkim stoi ta dziecinna ciekawość. Farba, fotografia, komputer — każde narzędzie jest dla niego sposobem patrzenia na świat trochę inaczej, a wiek tu nie gra roli. Kiedy w 2008 roku pojawia się na rynku iPhone, Hockney ma siedemdziesiąt jeden lat i zaczyna testować pierwsze programy graficzne. Nie może wyjść z podziwu, jakie możliwości daje mu telefon. Ma wszystko na wyciągnięcie ręki i może rysować nawet w ciemności. A do tego nie trzeba sprzątać żadnych farb i myć pędzli. Coś wspaniałego!
Szybko przesiada się na iPada, który staje się dla niego niekończącym się szkicownikiem. Właśnie tego potrzebował. Mobilności i kolorów, które może zmieniać w sekundę. Czasem tylko śmieje się z siebie, gdy odruchowo wyciera kciuk o spodnie przed zmianą barwy na ekranie.
Dla Hockney’a iPad nie jest gadżetem. Dzięki niemu może schować całe studio do kieszeni. Może rysować na świeżym powietrzu, bez taszczenia sprzętów i martwienia się o pogodę. Jego cyfrowe dzieła szybko stają się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych prac na rynku sztuki. I aż trudno uwierzyć, że wszystko zaczęło się od kilku rysunków wysłanych znajomym mailem.
Henri Rousseau — urzędnik, który został malarzem
W zaułku Montmartre sprzedawca próbuje wcisnąć malarzom obrazy, przekonując, że są dobre do ponownego zamalowania. Przechodzący akurat Picasso bierze jedno do ręki, otrzepuje z kurzu, omiata go wzrokiem i zatrzymuje się na podpisie „Rousseau”.
Przez większość dorosłego życia Henri Rousseau pracuje w urzędzie celnym. Pobiera opłaty od towarów wwożonych do Paryża. Czasem na kolejny transport czeka nawet pięć godzin. Musi w końcu coś zmienić, nie chce być całe życie urzędnikiem. Mając czterdzieści lat, postanawia zmienić zawód i zająć się na poważnie malarstwem.
Chodzi do Luwru, kopiuje mistrzów, szkicuje, uczy się na tym, co widzi. Bez szkoły, bez profesora, bez akademii. Wystawia swoje obrazy na paryskim Salonie Niezależnych, ale świat sztuki nie jest dla niego łaskawy. Krytycy mówią, że jest amatorem, a jego styl naiwny.





Rousseau się nie poddaje. Nieustannie maluje dżungle, tygrysy, lwy, tropikalne rośliny. Sceny są pełne egzotycznych detali, choć malarz nigdy nie opuścił Francji. Inspiracje bierze z ogrodów botanicznych, zoo, muzeów historii naturalnej. Krytycy w jego pracach widzą przede wszystkim brak umiejętności, ale awangardowi artyści dostrzegają przyszłość.
Niestety, Rousseau uznania w świecie sztuki nie doczeka. Umiera w 1910 roku w wieku sześćdziesięciu sześć lat. Jak to w życiu artysty często bywa, paradoksalnie właśnie wtedy zaczyna się jego prawdziwa kariera. Dziś jego płótna wiszą w najważniejszych muzeach sztuki nowoczesnej na świecie — obok van Gogha, Moneta i Picassa.
Przez dziesięć lat stworzyła niemal tysiąc kolaży. Stała się prekursorką techniki, po którą ponad sto lat później sięgnęli Pablo Picasso i Georges Braque. Zajrzyj do numeru „Maków” i poznaj historię Mary Delany — artystki, która w wieku 72 lat zaczęła tworzyć niezwykłe mozaiki z papieru.
