Zanim Elsa Schiaparelli zaczęła projektować kapelusze w kształcie butów, suknię z homarem i naszyjniki pełne owadów, jej życie już przypominało surrealistyczną opowieść. I to na długo przed spotkaniem z Salvadorem Dalím.
A wszystko zaczęło się podczas chrztu.
Przypadkowe imię
To miało być jedno z pierwszych ważnych wydarzeń w życiu Schiaparelli. Ceremonia rozpoczęła się bez przeszkód. Wszystko było gotowe, przynajmniej do chwili, gdy ksiądz pochylił się nad dzieckiem i zadał pytanie, na które zgromadzeni wokół chrzcielnicy nie znali odpowiedzi. Jak właściwie ma na imię dziecko? Zapadła cisza.
Rodzina Schiaparellich spodziewała się chłopca. Gdy zamiast upragnionego syna przyszła na świat druga córka, nikt najwyraźniej nie zaprzątał sobie głowy wyborem imienia. Sytuację uratowała obecna w kościele pielęgniarka. Zaproponowała imię Elsa. Ponieważ rodzice nie mieli lepszego pomysłu, właśnie tak nazwano przyszłą projektantkę. A to był dopiero przedsmak nietuzinkowych historii w jej życiu.
Wielka Niedźwiedzica
Elsa dorastała w rzymskim Palazzo Corsini, w arystokratycznej rodzinie, w której naukę traktowano znacznie poważniej niż wybujałą wyobraźnię. Jej ojciec był naukowcem, a jego brat Giovanni Schiaparelli — jednym z najbardziej cenionych astronomów swoich czasów.
Wuj uwielbiał Elsę i często zabierał ją do obserwatorium. Brał ją na ręce, by mogła spojrzeć przez wielki teleskop, i opowiadał o tajemniczym świecie gwiazd i planet. Nietrudno sobie wyobrazić, jakie wrażenie mogły robić te historie na dziecku.
To Giovanni przekonywał Elsę, że znamiona na jej policzku nie są zwyczajnymi plamkami, lecz układają się w konstelację Wielkiej Niedźwiedzicy. Wiele lat później planety i znaki zodiaku pojawiły się na ubraniach Elsy. Na aksamitnej kurtce z kolekcji astrologicznej wyhaftowano między innymi Wielką Niedźwiedzicę — osobisty talizman projektantki.
Parasol, pchły i klasztor
Elsie od dzieciństwa nie wystarczało samo słuchanie o niezwykłych rzeczach. Musiała sprawdzić je na własnej skórze. I to dosłownie.
Pewnego dnia dowiedziała się o człowieku, który bezpiecznie wylądował po skoku ze spadochronem. Postanowiła sama spróbować. W wykonaniu Elsy spadochron zastąpił duży parasol. Weszła na parapet okna na drugim piętrze, otworzyła go i skoczyła. Na szczęście wylądowała bez większych obrażeń. Niestety… w stercie gnoju. Nieudany eksperyment wprawił dziewczynkę w niemałe zakłopotanie.
Nic tak nie denerwowało Elsy w dzieciństwie jak wczesne chodzenie spać. Szczególnie wtedy, gdy w domu pojawiali się interesujący goście. Pewnego razu postanowiła zemścić się na rodzicach. Zamiast iść do łóżka, ukryła się pod stołem ze słoikiem pełnym pcheł. Poczekała, aż do kolacji zasiądą dostojni panowie i panie w długich sukniach, rozmowy nabiorą tempa, a na stół zostanie wniesiona pieczeń. Wtedy otworzyła słoik. Na reakcję gości nie trzeba było długo czekać. Wściekli rodzice odesłali Elsę do łóżka i zamknęli ją w pokoju.
Rodzinie Schiaparellich niełatwo było pogodzić się z temperamentem Elsy. Kiedy jako młoda dziewczyna opublikowała tomik zmysłowej poezji, ojciec uznał to za rodzinną hańbę. Po naradzie zdecydowano, że córkę należy wysłać do klasztoru w Szwajcarii, gdzie miała przemyśleć swoje zachowanie. Elsa w proteście rozpoczęła strajk głodowy. Ojciec przyjechał do klasztoru i bez słowa zabrał ją do domu.
Nie do przeoczenia
Zanim została projektantką, nie miała pojęcia o krawiectwie. Nie przeszkadzało jej to jednak w projektowaniu ubrań dla samej siebie.
Podczas pobytu w Paryżu Elsa została zaproszona na swój pierwszy bal i natychmiast się zgodziła. Dopiero później przypomniała sobie, że nie ma sukni wieczorowej. W Galeries Lafayette kupiła kilka metrów ciemnoniebieskiego krepdeszynu i pomarańczowego jedwabiu. Zamiast je zszyć, owinęła materiał wokół ciała. Niebieską tkaninę przełożyła dla bezpieczeństwa między nogami, pomarańczową zamieniła w szeroki pas i turban. Całość spięła szpilkami. Jak można się domyślić, konstrukcja wytrzymała do pierwszego tańca. Szpilki zaczęły puszczać jedna po drugiej i tylko dzięki przytomnemu partnerowi zdążyła ewakuować się z sali.
Znacznie lepiej wspominała pierwszą wizytę w prawdziwym domu mody. Do butiku Paula Poireta trafiła, towarzysząc podczas zakupów amerykańskiej przyjaciółce. Gdy koleżanka wybierała suknie, Elsa przymierzyła obszerny płaszcz z czarnej aksamitnej tkaniny w wyraziste pasy. Przed lustrem zauważył ją sam projektant.

Paul Poiret, ok. 1913. Fot. nieznany autor / Library of Congress, domena publiczna.
Poiret stwierdził, że płaszcz wygląda, jakby został dla niej stworzony. Elsa odpowiedziała zgodnie z prawdą, że nie mogłaby go kupić. Był zbyt drogi. A poza tym nie wiedziała, gdzie mogłaby go nosić. Projektant wręczył jej płaszcz w prezencie i oznajmił, że może nosić wszystko, gdzie tylko zechce. I chyba Schiaparelli wzięła sobie radę Poireta do serca, bo od tej pory coraz śmielej eksperymentowała z własnym wizerunkiem.
Jednym z jej znaków rozpoznawczych stały się ekstrawaganckie peruki tworzone przez Antoine’a de Paris. Pod tym francusko brzmiącym pseudonimem krył się Antoni Cierplikowski. Pochodzący z Sieradza polski fryzjer zrobił oszałamiającą karierę w Paryżu.

Mistrz fryzjerski Antoni „Antoine" Cierplikowski w swojej pracowni, 1934. Fot. nieznany autor / NAC, domena publiczna.
Elsę i Antoniego połączyła wieloletnia przyjaźń. Na jej zamówienie tworzył peruki dopasowane do kreacji. Schiaparelli zakładała je nie tylko na paryskie bale. W srebrnych i białych perukach pojawiała się również na stokach w Sankt Moritz, wzbudzając niemałe zamieszanie.
Suknia z majonezem
W realizacji surrealistycznych pomysłów Elsy idealnym partnerem okazał się Salvador Dalí. W 1937 roku wspólnie stworzyli jedną z najsłynniejszych sukien Schiaparelli — białą kreację z ogromnym homarem na spódnicy. Motyw nie pojawił się przypadkiem. Homary od kilku lat przewijały się w twórczości artysty, który uważał je za stworzenia o erotycznym znaczeniu.
Na sukni homar został otoczony gałązkami pietruszki, przez co przypominał danie podane na talerzu. Dla Dalego projekt był chyba jeszcze za mało dziwaczny. Podobno chciał pójść o krok dalej i wysmarować kreację prawdziwym majonezem. Schiaparelli nie zgodziła się na ten pomysł. Nawet dla niej było to zbyt wiele.
Taniec z Coco Chanel
Nie wszystkie szalone historie z życia Schiaparelli kończyły się jednak niewinnie. Podczas jednego z ostatnich wielkich balów kostiumowych przed wybuchem II wojny światowej Elsa prawie spłonęła.
Według wspomnień Bettiny Ballard, wieloletniej redaktorki „Vogue’a”, w pewnym momencie Coco Chanel zaprosiła Schiaparelli do tańca, a jak wiadomo, panie były wielkimi rywalkami w świecie mody. Kilka obrotów wystarczyło, by Elsa znalazła się blisko świec. Nagle kostium Schiaparelli zajął się ogniem. Zgromadzeni wokół goście ruszyli na ratunek i ugasili projektantkę wodą sodową.
Czy Chanel rzeczywiście zrobiła to celowo? Tego już się nie dowiemy. Ale trzeba przyznać, że jak na historię z życia Schiaparelli zakończenie było wyjątkowo w jej stylu.
Zdjęcie główne: Madame Elsa Schiaparelli. Okładka „Les Modes" nr 362, lipiec 1934. Fot. Sasha (Alexander Stewart, 1892–1953). Źródło gallica.bnf.fr / Bibliothèque nationale de France. Domena publiczna.
