Nie były obrazami, nie były rzeźbami, a jednak każdy chciał je zobaczyć z bliska. Gigantyczne instalacje, które w latach 60. wprowadziły spore zamieszanie w świecie sztuki. Dziś są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych prac XX wieku. Jakie historie kryją abakany Magdaleny Abakanowicz?
Abakanowicz spędza godziny nad eksperymentami z tkaniną, a na koniec dowiaduje się, że krytycy złośliwie mówią o jej dziełach „worki na ziemniaki” albo „dywanostwory”. Pierwsze prace wywołują zmieszanie i zdziwienie. Nie przypominają niczego, co ówcześnie można zobaczyć na wystawach. Są monumentalne, o niespotykanych kształtach. Z czasem przyjmuje się nazwa „abakany”, nawiązująca do nazwiska artystki. Prawdopodobnie jako pierwsza używa jej Elżbieta Żmudzka w magazynie „Zwierciadło” w 1964 roku.
Artystka ręcznie tka fragmenty abakanów, zszywa je i sama do końca nie wie, co z tego wyjdzie. Początkowo efekt końcowy zaskakuje. Nikt nie robi podobnych rzeźb. Prace są mięsiste, pełne zgrubień i zwisających nici. Potrafią mierzyć nawet trzy metry.
Wisła skrywa wiele skarbów, w tym stare liny cumownicze. To właśnie z nich powstają pierwsze abakany. Abakanowicz zbiera je, czyści i farbuje w pracowni. W kolejnych latach w pozyskaniu materiałów do nowych prac pomaga artystce współpracowniczka Stefania Zgudka. Jeździ po Polsce i zwozi do Warszawy wełnę od górali, worki jutowe z młynów, ręcznie przędzone odpadki z fabryk.





Kiedy zagraniczni znajomi Abakanowicz dowiadują się, w jakich warunkach powstają jej prace, łapią się za głowę. Przecież artystka odnosi sukcesy, jej prace podróżują po całym świecie, a ona gigantyczne abakany tworzy w swoim mieszkaniu na Saskiej Kępie. Gdzie pracownia z prawdziwego zdarzenia? A pracownia to po prostu jeden z pokoi w mieszkaniu. Abakanowicz musi wykazać się nie lada kreatywnością podczas pracy w takich warunkach.
A co z transportem prac? — dopytują inni. Abakany w żaden sposób nie mieszczą się w windzie i trzeba za każdym razem spuszczać je na linie przez okno. I to z dziesiątego piętra!
Abakanowicz nie chce być postrzegana jako tkaczka, uważa, że zamknie jej to drzwi do świata sztuki. „Interesuje się techniką tkacką o tyle, o ile jest mi ona potrzebna jako pomoc rzemieślnicza. W tkactwie znalazłam po prostu materiał odpowiadający moim potrzebom i wyobraźni”.
Z czasem zaczyna szukać innych form artystycznych. Ostatnie abakany tworzy w latach 70. Chociaż to dzięki nim zdobyła złoty medal na Biennale w São Paulo w 1965 roku i rozpoczęła międzynarodową karierę, już do nich nie wraca.
Abakanowicz na pewno nigdy się nie spodziewała, że pół wieku później abakany będą ważnym elementem scenografii na pokazie Alexandra McQueena. W jaki sposób tam dotarły? Niesamowitą historię przeczytasz w darmowym numerze „Maków”.
