Mój notes co miesiąc płonie od notatek z mody, ale w czerwcu dosłownie tak było. Pisanie tego tekstu zbiegło się z największą falą upałów, a w świecie mody jak zawsze działo się tyle, że trudno było nadążyć z dopisywaniem kolejnych rzeczy.
Czerwiec zdecydowanie należał do polskich marek. Nowe kolekcje, kolaboracje i letnie kampanie pojawiały się jedna po drugiej. Przy których zatrzymać się na dłużej i co warto mieć na oku? Kawa w dłoń i zaczynamy kolejne "Notatki z mody".
Dobrze skrojona koszula
Modowa mapa Warszawy powiększyła się o kolejny adres. Na Wilczej otworzył się pierwszy butik One Shirt — polskiej marki, która od kilku lat przekonuje, że jedna dobrze zaprojektowana koszula może zastąpić pół garderoby. Oprócz słynnych oversize’owych koszul czekają tam też projekty stworzone we współpracy ze stylistką Karlą Gruszecką.
Witajcie na Campie Le Petit Trou
Poranek nad jeziorem, gra w podchody, bluza zarzucona na ramiona i wieczór, który kończy się dopiero wtedy, gdy przygasa ognisko. Tak wyglądał świat nowej kolekcji Camp od Le Petit Trou. Ubrania, ubraniami, ale mnie najbardziej urzekło to, że zamiast kolejnej kampanii z idealnymi kadrami, marka zabrała kilka dziewczyn i pozwoliła im po prostu pobyć razem — posiedzieć przy wodzie, zasnąć w namiotach. I tak powstała mała opowieść o mazurskich wakacjach, dla której ubrania Le Petit Trou były miłym dodatkiem.
Torba, która pomieści całe życie
Są takie torby, do których wrzuca się pół mieszkania. Le Brand postanowiło potraktować to hasło całkiem serio. W kampanii kultowej shopperki Capri torebka urosła do rozmiarów, do których bez problemu zmieścił się rower, mini garderoba, ekspres do kawy, a nawet przyjaciółka. Niby z przymrużeniem oka, ale trudno się nie uśmiechnąć, bo dokładnie tak wygląda relacja wielu z nas z dużą torbą. Miała być na laptopa, a kończy jako przenośny magazyn wszystkiego, co może przydać się „na wszelki wypadek”. No uwielbiam tę kampanię!
W szafie Heleny Rubinstein
Czerwiec przyniósł nam aż dwie wystawy, które warto dopisać do modowego kalendarza. O „Nowej modzie polskiej” w Łodzi już wspominałam w majowych „Notatkach z mody”, ale teraz kusi mnie jeszcze Warszawa. W POLIN otworzyła się wystawa „Helena Rubinstein. Piękno jest twoim przeznaczeniem” poświęcona kobiecie, która zbudowała kosmetyczne imperium i równie świadomie budowała własny wizerunek.
Rubinstein była mocno związana także ze światem mody. Przyjaźniła się z największymi projektantami i nosiła projekty Balenciagi, Schiaparelli, Poireta, Diora i Chanel. Na wystawie można zobaczyć należące do niej przedmioty i fotografie. Myślę, że będzie to nie tylko ciekawa opowieść o kosmetykach, ale też niepowtarzalna okazja, by zajrzeć do jej garderoby i poznać jej styl życia.
Wystawa trwa do 7 września 2026 r. i jest darmowa.
Wśród sukien Diora
Jeśli na Twojej liście jest wakacyjny wyjazd do Paryża, dopisz do planu La Galerie Dior. Muzeum w czerwcu powróciło z odświeżoną stałą wystawą przy historycznym adresie 30 Avenue Montaigne — miejscu, w którym Christian Dior otworzył swój dom mody w 1946 roku i pokazał w lutym 1947 roku słynną kolekcję „New Look”.
Nowa odsłona ekspozycji prowadzi przez historię całego domu mody — od Christiana Diora aż po Jonathana Andersona. To wyjątkowa okazja, by zobaczyć z bliska projekty, które jeszcze przed chwilą oglądaliśmy na wybiegu.
Ach, marzę, by zobaczyć na żywo projekty z debiutanckiej kolekcji haute couture Andersona dla Diora. Na zdjęciach dostrzegłam pomarańczową suknię inspirowaną pracami artystki Magdalene Odundo, której forma i piękno zauroczyły mnie od pierwszego wejrzenia. Chyba czas najwyższy, by ponownie odwiedzić Paryż.
Z Paryża do Monako
Pamiętasz, jak w majowych „Notatkach z mody” pisałam, że Formuła 1 to już dawno nie tylko męski świat? Teraz potwierdza to sama Emily Cooper, która z paryskich uliczek przeniosła się do Monako między garaże i bolidy Formuły 1. Aktorka Lily Collins pojawiła się tam przy okazji zdjęć do szóstego sezonu „Emily in Paris”. Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa, jak potoczy się ten wątek.
Lwy z Madrytu
Loewe to jedna z tych marek, których historia zaczęła się naprawdę dawno temu. W 1846 roku w Madrycie grupa hiszpańskich rzemieślników otworzyła niewielki warsztat skórzany, w którym powstawały torebki, portfele, etui na papierosy i biżuterię. Z czasem miejsce przejął Enrique Loewe Roessberg, niemiecki kupiec, którego nazwisko zostało z marką na zawsze.
Lew, który w czerwcu pojawił się na torbach i w kapsułowej kolekcji Loewe, nie jest przypadkowym motywem. „Löwe” po niemiecku znaczy właśnie lew. A że marka obchodzi w tym roku swoje 180-lecie, nowy duet kreatywny Loewe — Jack McCollough i Lázaro Hernandez — postanowił przypomnieć tę historię po swojemu.
Do współpracy zaprosili artystę Davida Shrigleya, znanego z prostych, zabawnych rysunków. Jego lwy trafiły na swetry, T-shirty, drobne dodatki i najbardziej rozpoznawalne torby Loewe — Flamenco, Puzzle i Amazona. Trzy modele z trzech różnych momentów historii marki.
W tym roku Loewe ma zresztą więcej powodów do świętowania. Oprócz 180. urodzin marki swoją rocznicę obchodzi też Amazona — jedna z jej najbardziej rozpoznawalnych toreb, wprowadzona po raz pierwszy w 1975 roku. To właśnie do niej wrócili projektanci, pokazując model Amazona 180. Zachowali charakterystyczny kształt oryginału, ale zmiękczyli jej formę i nadali jej bardziej nonszalancki charakter. Model od razu przyciągnął uwagę fanów marki, a to wszystko w momencie, gdy nowi projektanci dopiero zaczynają pisać własny rozdział historii Loewe.
Wspomnienia z Korsyki
Koniec miesiąca przyniósł nam nie tylko upały, ale też tydzień mody męskiej. Nawet czterdziestostopniowe temperatury w Paryżu nie pokrzyżowały planów wielkich domów mody, które pokazywały swoje kolekcje na sezon wiosna–lato 2027. Kiedy męskie pokazy dobiegły końca, poza oficjalnym kalendarzem swój pokaz zorganizował Jacquemus. Jak zwykle trochę po swojemu.
Simon Porte Jacquemus, założyciel marki, od lat świadomie wybiera własne terminy i miejsca. Dzięki temu nie musi ścigać się o uwagę z największymi domami mody, a jego pokazy mogą być dokładnie takie, jak chce. Bo u Jacquemusa lokalizacja nigdy nie jest po prostu tłem, tylko ważną częścią kolekcji.
Projektant pochodzi z południa Francji, z okolic Marsylii, i od początku buduje markę z bardzo osobistych wspomnień. Inspirują go tamtejsze krajobrazy i widoki, ale też kobiety, z którymi dorastał. Nazwę marki zaczerpnął z panieńskiego nazwiska mamy, która była jego pierwszą modową muzą. Jego babcia Liline też od lat pojawia się w świecie marki. Była bohaterką kampanii, towarzyszyła projektantowi na tegorocznej Met Gali, a niedawno została nawet ambasadorką Jacquemus.
Od kilku lat projektant zaprasza swoich gości w wyjątkowe miejsca. Były już pola lawendy w Prowansji przecięte długim różowym wybiegiem, złote pola pszenicy na obrzeżach Paryża, tereny solne Camargue na południu Francji i ogrody Wersalu.
Tym razem marka zabrała gości na Korsykę, która nie była przypadkowym wyborem. To właśnie tam Jacquemus był z mamą w 2003 roku. Kilka dni przed pokazem opublikował zdjęcie, które jej wtedy zrobił, i napisał: „Nigdy nie widziałem cię szczęśliwszej niż na Korsyce”.
Kolekcja „Le Bonheur” została pokazana przy Phare de la Pietra — małej, białej, zabytkowej latarni morskiej stojącej na skalistej wyspie niedaleko Île-Rousse. Goście, usadowieni pod parasolami wzdłuż kamienistej ścieżki, podziwiali modelki i modeli z widokiem na bezkresne morze. Trudno o bardziej spektakularną scenografię w wykonaniu Jacquemusa.
